O autorze
Andrzej Saramonowicz – urodził się w 1965 roku w Warszawie.

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, pisarz. Pracował jako redaktor i dziennikarz m.in. w "Gazecie Wyborczej", Telewizji Polskiej, ""Vivie!" oraz " Przekroju".

Autor największych filmowych polskich hitów komediowych w XXI wieku (m.in. "Ciało", "Testosteron" i "Lejdis"). "Testosteron" - stale obecny w teatrach w kilkunastu krajach - jest jedną z najpopularniejszych obecnie polskich sztuk teatralnych na świecie.

Jako pisarz debiutował w 1990 w kultowym dziś piśmie literackim „bruLion”. W 2015 roku opublikował swoją pierwszą powieść - „Chłopcy”.

Jest mężem pisarki Małgorzaty Saramonowicz i ojcem dwóch córek.

Tylko Wołmontowicze

Czy Solidarność i Polska byłyby w lepszym stanie, gdyby na miejscu Wałęsy w 1980-81, w stanie wojennym i w 1989 roku byli Andrzej Gwiazda i Anna Walentynowicz? Nie wiem. Jednak wątpię.

I mam wrażenie, że w tej chęci zgnojenia Wałęsy przekroczono już punkt krytyczny, i zaraz się okaże, że życie nasze byłoby od dawna sielanką, gdyby nie jego antypolskie działania.

Tymczasem najbardziej - jak się dziś wydaje - szkodliwa aktywność Wałęsy przypada na lata jego prezydentury, za którą przecież gorliwie optowali ci, którzy dziś byłego prezydenta wściekle atakują.

Żeby było jasne: nie zaprzeczam temu, że - jak się wydaje z dokumentów - Wałęsa był w pierwszej połowie lat 70. tajnym współpracownikiem. I nie wykluczone nawet, że jego współpraca z SB komuś poważnie zaszkodziła. Ale czy to, co zrobił potem - dla nas wszystkich przecież! - nie zmazuje jakoś jego win? Nawet jeśli on nadal nie umie się przyznać do momentów w swoim życiu niechwalebnych?

Za co kochamy Andrzeja Kmicica? Za to, że wysadził szwedzką armatę ("naści piesku kiełbasy!"), ratując Jasną Górę, a potem roztrzaskał szwedzki łeb ("a ty w ziemię!"), ratując króla. Tymczasem dożyliśmy czasów, w których różne niziołki o osobistej odwadze, której nie było, gdy być powinna, potrafią pamiętać wyłącznie o Wołmontowiczach.

Żal.
Trwa ładowanie komentarzy...