Kornel kontra Kornel

Dzisiejsze zachowanie Kornela Morawieckiego, czyli:

a) wydanie dyspozycji Małgorzacie Zwiercan, by na niego głosowała,
b) potwierdzenie, że taką dyspozycję wydał,
c) późniejsze wyparcie się tego
oraz
d) bezwstydnie oraz konsekwentnie objawiany daltonizm w kwestii, co się godzi czynić posłowi, a czego nie

to jedna z najbardziej żenujących postaw etyczno-intelektualnych polskiego parlamentarzysty w ostatnich latach. A konkurencja tu potężna.

W rozumieniu Kornela Morawieckiego z roku 2016, w Sejmie w ogóle nie są potrzebni posłowie, tylko ich karty do głosowania. Wychodzi na to, że wystarczy, by ktoś je zebrał i zagłosował wedle wytycznych, a wówczas posiadacze kart mogą bawić gdzie indziej: w stołówce, toalecie, kinie, burdelu, na Mazurach, grzybach czy co tam preferują.

Porażające, że mówi to człowiek, który kiedyś zachwycał jeśli nie przymiotami rozumu, to bez wątpienia odwagą. Dziś pan Morawiecki postradał ją zupełnie i brnie w tchórzliwie mętnych usprawiedliwieniach.

Pozostaje nadzieja, że nie postradał przynajmniej honoru. I kiedy przemyśli, co uczynił, złoży mandat poselski.

Jestem przekonany, że Kornel Morawiecki nie z roku 2016, ale tamten z "Solidarności Walczącej", tak by zrobił.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...