O autorze
Andrzej Saramonowicz – urodził się w 1965 roku w Warszawie.

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, pisarz. Pracował jako redaktor i dziennikarz m.in. w "Gazecie Wyborczej", Telewizji Polskiej, ""Vivie!" oraz " Przekroju".

Autor największych filmowych polskich hitów komediowych w XXI wieku (m.in. "Ciało", "Testosteron" i "Lejdis"). "Testosteron" - stale obecny w teatrach w kilkunastu krajach - jest jedną z najpopularniejszych obecnie polskich sztuk teatralnych na świecie.

Jako pisarz debiutował w 1990 w kultowym dziś piśmie literackim „bruLion”. W 2015 roku opublikował swoją pierwszą powieść - „Chłopcy”.

Jest mężem pisarki Małgorzaty Saramonowicz i ojcem dwóch córek.

Polska po PiS-ie

Polska po PiS-ie będzie inną Polską niż ta z 2015 roku. Przyszły obóz władzy będzie to musiał uwzględnić.

Uzupełniam wczorajszą myśl: Kwaśniewski i Wałęsa (niezależnie od moich osobistych do nich odczuć, które nie są wcale najgorsze, bo osobiście budzą we mnie więcej sympatii niż antypatii) to zbyt wysoko oprocentowany kredyt dla KOD-u, by warto było go zaciągać. Rozumiem hasło "wszystkie ręce na pokład", ale to jest właśnie pięknoduchostwo. Ręce Kwaśniewskiego i Wałęsy odrzucą od KOD-u więcej innych rąk niż przyciągną.



Obecność Kwaśniewskiego i Wałęsy nie konsoliduje opozycji (najlepszym przykładem jest moje wczorajsze stanowisko, poparte przeszło pół tysiącem innych głosów), za to konsoliduje wielu Polaków wokół ludzi, których pragniemy od władzy odsunąć.

Dziś jedyna droga dla opozycji - której marzy się coś więcej niż oburzenie, której marzy się po prostu władza! - to nie gremialny stan obrzydzenia wobec PiS-u rozumianego jako monolit (okropni są ci, co rządzą i ci, co na nich głosują), ale punktowe piętnowanie pisowskich błędów. Czyli nie dywanowy nalot, ale świadome uderzenie w to, co naprawdę warte jest krytyki.

Chodzi o to, by elektorat PiS stracił pewność, że warto po raz kolejny zaufać władzy, której on sam zacznie ufać coraz mniej. Platforma Obywatelska trzymała władzę przez osiem lat, umiejętnie zarządzając antypisowskim strachem. Przegrała, gdy okazało się, że to za mało. Dziś PiS próbuje to powtórzyć i trzyma się w kupie, zarządzając strachem antykodowskim. Obecność Wałęsy i Kwaśniewskiego przy KOD-zie jest idealnym paliwem, by ten strach płonął w najlepsze.

Ułudą jest mrzonka, że skoro PiS ma elektorat 40-procentowy, to jak zbierzemy wszystkich, to będziemy mieć więcej. Trzeba działać na tyle mądrze, by część elektoratu PiS-u oraz część ludzi, którzy dzięki niemu dziś mają w Polsce władzę, chciała przejść do przyszłego nowego obozu władzy.

Warto sobie uświadomić, że spora grupa ludzi, którzy czynnie budują dziś "dobrą zmianę" wcale nie jest aż tak zideologizowana, jak się niektórym po opozycyjnej stronie wydaje. I wcale im nie po drodze z wieloma szalonymi pomysłami niektórych swoich liderów.

Głęboko wierzę, że nowy centrowy obóz, który w przyszłości (oby szybszej niż późniejszej) przejmie władzę w Polsce, będzie się składał z części dzisiejszej opozycji i części dzisiejszej władzy. By tak się stało, trzeba dobrze przeanalizować, co dało władzę PiS-owi w 2015 roku i część z tych rzeczy (wiele z nich to rzeczy właściwe i zasadne) umieścić również w swoim programie. A potem wspólnie pozbyć się obciążeń po jednej, i po drugiej stronie.

Jeśli ceną za nieobecność w przyszłej władzy Macierewicza, Ziobry i Kaczyńskiego ma być nieobecność w dzisiejszej opozycji Kwaśniewskiego, Wałęsy i Schetyny, to należy taką grę podjąć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...